
wtorek, 23 lutego 2010
Olsztyńskie

niedziela, 14 lutego 2010
Tatra
Ostatni raz piłem, a jakże, w Zakopanem, jakieś osiem lat temu, uprzednio przeciągnięty, przepędzony po górach w środku zimy przez jedną maniaczkę. Kilka dni temu aż tak daleko na południe nie dotarłem, ale i tak kawałek. No i góry inne. Warszawa o godzinie 10 w dzień powszedni zasypana śniegiem, jezdne białe. Nadzieja tylko, że E-77 będzie czarna i mokra. Akurat! Dopiero sporo kilometrów za Grójcem jakby nożem uciął, a raczej lemiesz opuścił i sól zaczął sypać. Ale i tak następnego dnia trzeba było dwa passaty odkopywać z podwórka znajomych, ziemi czarnej nosić, pchać, gazować, kombinować. Po wysiłku, choć wilków nie przepędzałem jak w reklamie, tatry właśnie, piwo z Heinekena-zaborcy, czyli Żywca. Mocne cholerstwo, choć to tylko jasne pełne. Zmuliło szybko. Nie ma o czym gadać. Tylko spać. Ale może o to chodzi.czwartek, 4 lutego 2010
Premium Cornelius

– Mikołaju, Mikołaju! – uszu kanoników doszedł podniesiony głos.
Przez ciżbę przepychał się sługa jednego z kanoników. Kilka par oczu odprowadzało go aż do stołu, zajmowanego przez panów z Fraunenburga.
– Co się urodziło, Kurt? – zapytał kpiąco i w zastępstwie Kopernika Sculteti.
Sługa nazwany Kurtem stał przy stole i sapał przez dłuższą chwilę. Z burki, którą miał na grzbiecie, unosiła się para.
– Pan mój, Herbert Kunze, zaniemógł! – wyrzucił wreszcie z siebie.
Kanonicy Jan i Mikołaj tylko popatrzyli na siebie. Wiedzieli dobrze, co mogło zaszkodzić kantorowi fromborskiego, i że i tym razem przeżyje. Doktor Mikołaj jednak nie potrafił nie przejmować się takimi wiadomościami.
– Powiedz swojemu panu, że za dwa pacierze będę – rzekł ze spokojem.
Kiedy Kurt oddalił się, Jan Sculteti popatrzył pełnym melancholii wzrokiem ponad głowami i ramionami gości, za okno karczmy, w którym dzień już zgasł na dobre.
– Niech no tylko zdrów będzie na jutro nasz drogi kantor Kunze, opój i obżartuch – powiedział jakby do siebie. – Jutro wielki dzień...
poniedziałek, 1 lutego 2010
Premium BK

"Przywilej rozkoszowania się tym trunkiem był zarezerwowany od lat dla zwolenników łagodnego piwa beczkowego. Od teraz i ty możesz poczuć się kimś wyjątkowym" – napisano na etykiecie. Ja czuję się wykątkowo i wyjątkowy tak czy inaczej, ale z przyjemnością przystąpiłem w sobotni wieczór do eksperymentu. Kupując Premium BK, złamałem też starą zasadę, iż piwa północne pijam, gdy jestem na północy. Problem w tym, że nie można ich tam dostać! A w Warszawie jest. I dobrze, bo będę je teraz częściej kupował: cena (2,70 zł), etykieta (trzyma poziom, jakieś pagórki, chmurki) i smak (na początku lekki kwas, potem już lepiej, pełniej, prawdziwiej) skłaniają ku temu, zawsze też przy okazji wesprze się rodzimy biznes.